paź 15

Coraz częściej spotykam się z przypadkami, w których kiedy dowiaduję się jak na imię swemu potomkowi dali jego rodzice chce mi się śmiać. A to najbardziej ludzka reakcja. Nierzadko bywa także, że chce mi się ryczeć, jestem zrezygnowany, zawstydzony, po prostu nie mogę uwierzyć. O gustach się oczywiście nie kłóci, to co może nie obrzydzać mojej osobie, pozostali mają prawo uważać za perfekcję – i na odwrót. Rzecz jednak w tym, że jestem zdania, że niektóre imiona tak dogłębnie wryte są w naszych głowach, tak bezdyskusyjnie się nam z czymś lub kimś jawią, iż sporym niebezpieczeństwem jest chrzczenie w ten sposób swoich podopiecznych, które dodatkowo posiadają nasze nazwisko. Spotkałem się np. z człowiekiem o imieniu Adolf, i paradoksalnie nie był z Niemiec. W swoim życiu dostąpiłem okazji ścisnąć rękę Albinowi, który kompletnie nie miał śnieżnobiałej skóry oraz Alfonsowi, który notabene zarabiał na życie udzielając się w czasopiśmie – i nie była to podpucha. W sferze politycznej naszego kraju czynnie działają również politycy o bajecznie brzmiących imionach Maria – jest przecież Pan Rokita oraz prezydent Komorowski – czy wam też coś tu nie śmierdzi? Jeżeli chodzi o panie, moja koleżanka ma na imię Genowefa i nawet nie pytajcie czy ma na nazwisko Pigwa. istnieje także Sonia, która kojarzy mi się z niedużym, bezbronnym szczurkiem, którego trzyma się w klatce, no i Żaklina, której imię ledwo co przechodzi mi przez gardło. Wydaje mi się, iż im dłużej i intensywniej rodzice dumają nad imionami dla swoich maluchów, tym bardziej opłakane są tego skutki.

Leave a Reply